poniedziałek, 30 kwietnia 2012

kiedyś znów świat będzie mówić jednym językiem

Notorycznie mówię miłym, zabawnym osobom "zrobiłaś mi dzień". Polski internet przygarnął słowo "epicki" jako kolejny synonim do "fajny", podejmuje też dramatyczne w skutkach próby tłumaczenia podpisów pod obrazkami - ostatnio widziałam mniej więcej taki: "depresyjny króliczek zrobi ci coś-tam-coś, będąc niezmiernie uroczym." Język nam się ślicznie rozwija, po pierwsze - przez żarty, po drugie - przez zapożyczenia. Idiomów, słów, składni.

W chwilach rozmarzenia myślę sobie, że na dłuższą metę mogłoby to doprowadzić ludzkość do stanu sprzed wieży Babel, bo coraz bardziej transparentne te nasze języki. Tylko czasem tematy leksemów zostają, ale to też nie zawsze, bo coraz częściej zamiast "przezroczyste" mówimy "transparentne". Zdecydowanie: niby dbamy o to nasze narodowe dobro komunikacyjne, ale z drugiej strony, powolutku dryfujemy w kierunku Ursprache, pierwotnego języka. Albo raczej: Endsprache. Niestety dzieje się to głównie w kierunku 'angielski -> języki świata', ale przecież nie tylko. Angielski też już teraz jest amalgamatem słówek z przeróżnych języków. A w Gossip Girl nowojorczycy jedzą pierogis.

Z jednej strony wzdragam się na myśl, że cały świat mógłby mówić jednym językiem. Chyba każdy związany z filologią człowiek by się wzdrygnął, w końcu jego profesja w dużej mierze przestałaby istnieć. Z drugiej strony - w Biblii jasno było powiedziane. Wtedy ludzie byli potężniejsi! ; )


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz