Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polski. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 sierpnia 2012

słóweczka

"Którędy? Każdędy." Idealny tytuł na dziwaczną książkę. Moje ukochane słowo ostatnio. 
Strupieszały. I zaskoczenie, gdy okazuje się, że ten twór występuje w słowniku.
"My w Polsce wszystko tak seriożnie."
"Tort był tak raczej pod hasłem "moja pierwsza lekcja gotowania", tak trochę na jeża..."
(hermetycznie, trzeba mieć minimum pojęcia o japońskim) Katakana no hito. Czyli Europejczyk, rzecz jasna : )

a ja tylko słucham, czasem notuję, a mój podziw dla ludzkiej spontanicznej pomysłowości wzrasta z każdą chwilą.

i jeszcze hacjenda.

wtorek, 24 kwietnia 2012

uwielbiam Michała Rusinka

A jakże by inaczej. Uwielbiam człowieka, który prywatną idiosynkrazją niechcący (?) rozpętał burzę na całą Polskę. Bardzo słusznie! Bo to nie jest idiosynkrazja jednego człowieka, o czym społeczeństwo najwyraźniej nie wiedziało.

Na jednych z pierwszych zajęć na studiach wysłuchałam całej mowy, w której wykładowca przekonywał dokładnie do tego, co teraz głosi Rusinek. Że "witać" to można gościa na swoim terenie, i to poufale, a teren uniwersytecki ani do studentów nie należy, ani nie sprzyja nadmiernemu spoufalaniu się. Mowa swój wpływ wywarła, od tej pory w mailach do wykładowców "witam" unikam jak ognia. Po części dlatego, że zgadzam się z argumentami przeciw (i sama zaczęłam się na "witam" krzywić), po części, ponieważ wiem już, że istnieje grupa osób, które ten zwrot razi.

Skoro ich razi, a mnie jest wszystko jedno, to czemu mam im robić w poprzek w korespondencji, która ma być uprzejma, układna i pełna szacunku?

Gdy "Szanowny Panie" brzmi za poważnie, piszę zwyczajne "Dzień dobry", na nic lepszego wpaść mi się dotąd nie udało.

Przecież nikomu nie odbierzemy prawa do prywatnych idiosynkrazji (zwłaszcza, jeśli te idiosynkrazje dzieli dość pokaźna grupa). Czepianie się człowieka za to, że chce zapobiec nadużywaniu danego zwrotu, jest dla mnie przygnębiające, ale niech tam! Nawet gdybym czytała jego wypowiedzi ze zgrozą i obrzydzeniem, musiałabym przyznać, że wartość mają. Edukacyjną. Od tej pory, jeśli ktoś to cholerne "witam" wpisze w pierwszą linijkę, to już z pełną świadomością. Czemu społeczeństwo tak zawzięcie protestuje przeciwko byciu edukowanym, na co się ewentualnie naraża, pisząc tak, a nie inaczej?

tekst, o który chodzi


środa, 4 stycznia 2012

przejdzie

Moja ulubiona rada na wszystkie ludzkie bolączki (bo to prawda - wszystko przejdzie!), a dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak jest sformułowana.
Przejdzie. Przejdzie i sobie pójdzie. Ale jak będzie przechodzić, to stratuje wszystko, po czym będzie szło. Nie bez powodu mówi się, że tornado przejdzie. Burza przejdzie, deszcz przejdzie, kryzys przejdzie - same złe rzeczy. A jak będą przechodzić, to podepcą. Zniszczą. Rozgniotą.
Sesja też przejdzie.

sobota, 17 grudnia 2011

tu żyją sowy

Dziennikarze robią dużo gorsze rzeczy niż proste literówki (zwłaszcza dziennikarze Pudelka), więc czepiać się niby nie warto, ale ja lubię sowy. I dlatego z przyjemnością wklejam:

sowy onetowskie:


sowy pudelkowe:

poniedziałek, 12 grudnia 2011

nie płacz, nie płacz, kupię ci chłechłacz

Genialne. Nie mam pojęcia, czym jest chłechłacz, ale taka deklaracja od razu by mnie pocieszyła.
Poznałam ten wierszyk dzięki forum Chmielewskiej, ponoć pojawił się w "Duchu" (?), co potwierdza tezę, że książki Chmielewskiej są niezrównanym sposobem na szczęście instant. No i sprawdziłam, rzecz jasna, tak naprawdę już (stąd) wiem, co to chłechłacz. Woreczek z cukrem, użytkowany dawniej do zapchania płaczącemu dziecku buzi. Ale mógłby to być też wyjątkowo upiorny gumowy karaluch, wszystko jedno. Od słowa o takim brzmieniu się nie wymaga.
Nie płacz, nie płacz, kupię ci chłechłacz. Potrzebuję człowieka, który mi to będzie powtarzał w każdy poniedziałek.

niedziela, 11 grudnia 2011

Chmielewska > Kłosińska

Casus: pantałyk
Dr Katarzynę Kłosińską, sekretarz Rady Języka Polskiego, zapytano o pochodzenie i znaczenie słowa "pantałyk", obecnego w zwrocie "zbić kogoś z pantałyku". 
I pani Kłosińska odpowiada: "[autor pytania] wymaga ode mnie rzeczy niemożliwej." Po czym podaje 4 hipotezy, zaznaczając przy tym, że nic nie jest pewne, a słowo "pantałyk" stanowi wielką zagadkę dla etymologów. Posłuchać można tutaj.
Trochę się zdziwiłam. Zdziwiłam się dlatego, że czytałam kiedyś prosty, przyjemny kryminał Joanny Chmielewskiej pod tytułem "Wielki Diament". A w jego drugim tomie, na stronie 209, można przeczytać:
"- Żebyś pękła! - pożyczyła mi moja siostra z rozdrażnieniem. - Już wymyśliłam, że tam trzeba szukać, gdzie ona mieszkała, a teraz mnie zbiłaś z pantałyku i noga mi się majta pod końskim brzuchem...
Obie doskonale wiedziałyśmy, co to jest pantałyk, miałyśmy z nim do czynienia tysiące razy i koński brzuch wcale mnie nie zdziwił."
Widać Chmielewskiej zapomniano powiedzieć, że to tajemnicza zagadka, której rozwiązania podawać się nie powinno. Ale to piękne. Utwierdza mnie w przekonaniu, że Gurua JEST Guruą.

lokowanie produktu

Oglądam sobie opening Top Model 2 (oczywiście szukając dowodów na to, że program jest ustawiony i już w openingu widać, która dziewczyna wygra...) i uwagę moją przyciąga pomarańczowa ramka na początku.

Audycja zawiera lokowanie produktu.

W pierwszym odruchu śmieję się, że chyba żadne słowo tu nie jest poprawnie użyte. Audycja to jest radiowa, sam źródłosłów (audio, audire) wskazuje na związek ze słuchaniem, zawiera... co zawiera? Śladowe ilości orzechów? Bo takie dokończenie zdania mi się narzuca, "zawierać" odbieram jako "mieć w środku". Nikt chyba nie mówi, że "film zawiera seks", tylko, że pojawiają się w nim sceny seksu. No i lokowanie produktu, czyli polski product placement, to jakaś kalka wyjątkowej brzydoty.
Po czym sprawdzam i okazuje się, że ja nic nie wiem o polszczyźnie. Audycja może być i radiowa, i telewizyjna, zawierać można wszystko, a lokowanie produktu to uznane tłumaczenie (obok plasowania produktu, ponoć bardziej popularnego - chociaż i tak wszyscy mówią product placement).
O wyrażenie opinii poproszono Mirosława Bańkę. Profesor odpowiedział na łamach Poradni Językowej PWN: "Każde słowo w zacytowanym komunikacie jest poprawnie zbudowane, ale cały ów komunikat pozostaje dla mnie niezrozumiały". Według badań dla większości Polaków też jest niezrozumiały, a ci, którzy go rozumieją, definiują lokowanie jako "reklamę produktu", "ukrytą reklamę" albo "formę promocji".
No i właśnie o to chodzi. Niby wszystko zatwierdzone, poprawne, i ja się czepiam jak ostatnia megiera - ale czy naprawdę nie można było napisać inaczej, chociażby "W programie pojawia się [ukryta] reklama produktu"? Temat rozwinę na pewno w innej jeszcze notce, takiej o Orwellu, ale póki co prosty wniosek: jeśli słowa precyzyjnie przekazujące treść istnieją, dobrze jest ich użyć.

---
Badania tutaj;
opening tutaj, acz tekst pojawia się ponoć na początku wszystkich programów wykorzystujących product placement;
a tutaj artykuł o marketingu pana, który najpierw stwierdza, że "Product placement, w przeciwieństwie innych nazw, doskonale tłumaczy się z angielskiego, jest to plasowanie produktu", a potem w całym artykule używa wyłącznie terminu angielskiego.

sobota, 10 grudnia 2011

czas na założenie kolczyków

Czyli minimum czasu dla siebie. Po kolczykach lub ich braku najlepiej można rozpoznać, jaki mam dzień. Brak kolczyków - pogłaszcz, daj kawy, użal się, współczuj. Nie krzycz, nie wymagaj. Brak kolczyków oznacza, że wybiegłam z domu z czołem pełnym zmarszczek od zmartwień, z głową pełną zamętu od drobnych, ale niepomiernie uciążliwych spraw do załatwienia, i że naprawdę niehumanitarnie jest dokładać mi rozrywek.
Ostatnio tak często chodzę bez kolczyków, że dziurki w uszach zaczęły zarastać. Tak, studia.
Z kolei gdy czas na założenie kolczyków mam, to znaczy, że już jest dobrze. Będąc w kolczykach najprawdopodobniej ci pomogę, pocieszę, dam notatki i napoję colą. Mniej pewne jest, że pójdę na kawę (czy choćby odprowadzę cię na przystanek), bo czas na założenie kolczyków to jednak mniej niż czas na poczytanie książki. Ale dość, żeby się ogarnąć i nie robić z siebie chomika.
O robieniu z siebie chomika tutaj (wygląda jak z shapes.pl, ale tam tego nie odnalazłam). A dzisiaj naprawiam uszne dziurki i postanawiam sobie chodzić w kolczykach przynajmniej do przyszłego roku.