Poznałam ten wierszyk dzięki forum Chmielewskiej, ponoć pojawił się w "Duchu" (?), co potwierdza tezę, że książki Chmielewskiej są niezrównanym sposobem na szczęście instant. No i sprawdziłam, rzecz jasna, tak naprawdę już (stąd) wiem, co to chłechłacz. Woreczek z cukrem, użytkowany dawniej do zapchania płaczącemu dziecku buzi. Ale mógłby to być też wyjątkowo upiorny gumowy karaluch, wszystko jedno. Od słowa o takim brzmieniu się nie wymaga.
Nie płacz, nie płacz, kupię ci chłechłacz. Potrzebuję człowieka, który mi to będzie powtarzał w każdy poniedziałek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz