Czyli minimum czasu dla siebie. Po kolczykach lub ich braku najlepiej można rozpoznać, jaki mam dzień. Brak kolczyków - pogłaszcz, daj kawy, użal się, współczuj. Nie krzycz, nie wymagaj. Brak kolczyków oznacza, że wybiegłam z domu z czołem pełnym zmarszczek od zmartwień, z głową pełną zamętu od drobnych, ale niepomiernie uciążliwych spraw do załatwienia, i że naprawdę niehumanitarnie jest dokładać mi rozrywek.
Ostatnio tak często chodzę bez kolczyków, że dziurki w uszach zaczęły zarastać. Tak, studia.
Z kolei gdy czas na założenie kolczyków mam, to znaczy, że już jest dobrze. Będąc w kolczykach najprawdopodobniej ci pomogę, pocieszę, dam notatki i napoję colą. Mniej pewne jest, że pójdę na kawę (czy choćby odprowadzę cię na przystanek), bo czas na założenie kolczyków to jednak mniej niż czas na poczytanie książki. Ale dość, żeby się ogarnąć i nie robić z siebie chomika.
O robieniu z siebie chomika tutaj (wygląda jak z shapes.pl, ale tam tego nie odnalazłam). A dzisiaj naprawiam uszne dziurki i postanawiam sobie chodzić w kolczykach przynajmniej do przyszłego roku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz