Do takich wniosków doszłam, zrobiwszy generalne porządki w pokoju, a przede wszystkim w notatkach. Bo cóż mi z tego przyszło? Miało to uspokoić mą duszę, napełnić ją błogim poczuciem, że wszystko jest łatwo dostępne i na wyciągnięcie ręki... Zamiast tego, dowiedziałam się głównie, czego nie mam. I tu ujawnił się dramat.
Jeśli nie masz czegoś w zabałaganionym pokoju, zostaje ci nadzieja - na pewno gdzieś tu jest, tylko taki bałagan, że znaleźć nie można. Jeśli nie masz czegoś w sprzątniętym pokoju, pozostaje rwanie włosów z głowy. Nie ma! No nie ma! I nawet nie ma co szukać, bo wszystkie miejsca sprawdzone! Najwyraźniej znikło, wlazło pod podłogę albo uciekło, szurając po podłodze, bo nigdzie nie ma!
Niby sytuacja taka sama (bo w końcu nie ma tak czy tak), ale jakże inna. Stanowczo lepiej i spokojniej jest nie wiedzieć, że nie ma. Ignorance is bliss, a tym całym dążeniem do prawdy i wiedzy możecie się wypchać i wytapetować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz