poniedziałek, 17 grudnia 2012

jak wypiekać magdalenki?

Ktoś kiedyś pisał, że uczucia chciałby móc zachować w słoiczkach jako zapachy. W chwilach wielkiej potrzeby odkręcałby potem odpowiedni słoiczek, zapach otulałby go, a uczucie wracało.

Chciałabym tak umieć zachować niektóre stany umysłu, na przykład ten, w którym jestem teraz. Słowo "stan" nie oddaje do końca intencji przekazu - chodzi nie tylko o to, co jest teraz, ale i o zawartą w chwili obecnej potencjalność, możliwości, zalążek przyszłych działań. Nastawienie do rzeczywistości, które może czymś zaowocować. Disposition of the mind.

 Chciałabym być tak spokojna, otwarta i zdolna do koncentracji, jak teraz. Nie spieszyć się. Być świadomą, że jest tyle książek, tyle filmów, wierszy, przeżyć, które mogą uczynić codzienność piękną. Że śnieg nie musi wywoływać skrzywienia. Mhm, tak, gimnazjalna radość życia. Dobrze chociaż, że nie spowodowana zakochaniem.

Nie zakochaniem, tylko tak znienacka zanurzeniem się w równoległy świat (na chwilkę, na weekend), w którym mili, mądrzy ludzie w grubych swetrach lub znoszonych marynarkach trudzą się, pisząc powieści i wiersze, których nikt nie chce słuchać (choć przecież są ładne), tłumacząc poetów łotewskich, albo "Ulissesa", bo choć pierwszy przekład był dobry, to gra im w duszy potrzeba stworzenia go na nowo, inaczej, po swojemu. Rozmowy toczą się w zimnych pomieszczeniach nad obowiązkową kawą, roztrząsanie, jak przetłumaczyć jedno-jedyne zdanie z tekstu, trwa pół godziny i bierze w nim udział osiem bardzo zaangażowanych w problem osób. Wieczorem dużo wina. Natłoku obowiązków brak, choć przecież tak dużo się robi. Nawet się trochę żyje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz