Mam zapisanych mnóstwo tematów na wpisy nadające się na tego bloga, ale wszystko jedno. Jakoś nie mogę się przemóc.*
Chyba muszę być strasznie nieszczęśliwa, że postanawiam się uzewnętrznić w takim miejscu. Ale nie przyznam, że jestem nieszczęśliwa, bo akurat mam dobry wieczór. Uczę się do egzaminu: czytam autobiografię Franklina i śmieję się, że robił równie absurdalne plany i tabele co ja. O zgrozo, śmieję się też z jego żartów. Czytam fragmenty wspomnień porwanej przez Indian Mary Rowlandson, zachwycam jej zwrotami i żywością opisu (oh, the roaring and singing and dancing and yelling of those black
creatures in the night, which made the place a lively resemblance of
hell), aż zaczynam się zastanawiać, czy nie znaleźć całego tekstu. Podoba mi się to wszystko, intensywnie, żywo.
Tylko mała, krnąbna cząsteczka mnie siedzi ze zmarszczonymi brwiami na parapecie, zaraz naprzeciwko biurka, i kręci głową z niesmakiem. Całe to zainteresowanie wydaje jej się fałszywe. Kpiący uśmiech cząsteczki mówi, że to tylko udana próba oszukania siebie, że świat zewnętrzny nie istnieje, że inni ludzie nie robią rzeczy ciekawszych.
Bo jeśli się zapomni, że tuż obok ludzie robią rzeczy ciekawsze i bardziej imponujące, każde zajęcie nabiera atrakcyjności. Nawet czytanie autobiografii Franklina jest interesujące, jeśli z tyłu głowy (albo na parapecie) nie czai się chochlik mówiący, że inni właśnie rozpoczynają podróż dookoła świata, zdobywają pracę, zakładają zespół.
I dobrze, niech ten stan zostanie, chociaż na dzień czy dwa. Lubię nieświadomość. Lubię nie-porównywanie się z nikim, a tak trudno mi to przychodzi. Więc chwilowo niechże będę tylko ja, spokojnie przetracająca czas bez świadomości, że inni spędzają go jakoś lepiej.
Wyparcie ze świadomości świata. Wyparcie ze świadomości upływu czasu i konieczności wykorzystania go. Chyba mam nową (kolejną?) definicję szczęścia.
margines:
*O. Nie mogę się przemóc. Bo mocy mi brak. Więc pomocy. Mój mózg ostatnio ciągle mnie katuje takimi zestawami.
"- Kogo zewłoka pani życzy sobie tu? - spytał bardzo uprzejmie i równie stanowczo, na nowo otwierając swój notes - Ucho moje słyszało. Jakiego zewłoka, pragnę wiedzieć. Bez zwłoki. Zewłoka bez zwłoki - powtórzył z pewnym trudem i wyraźnym upodobaniem, najwidoczniej delektując się bogactwem subtelności polskiego języka."
"Wszystko czerwone", Joanna Chmielewska
sobota, 26 maja 2012
czwartek, 24 maja 2012
on a completely unrelated topic
Jestem złym, złym człowiekiem. Nic mnie nie motywuje do pracy jak czyjeś narzekania, że za trudne. Nic lepiej nie sprawia, że jestem pełna energii, niż czyjeś lenistwo. Ale pokaż mi szczęśliwą, zadowoloną z życia jednostkę, której jeszcze w dodatku coś się udało - i napad depresji murowany.
niedziela, 20 maja 2012
nie mów do mnie na żaden temat
Coraz bardziej tak się czuję. Nie mów do mnie o wakacjach. Nie mów o życiu, nie mów o studiach, o pracy, o przyszłości i o miłości też nie.
Według którejś teorii myślimy zdaniami - tak jak mówimy. A ja w zdaniach na powyższe tematy (och, chwila, na wszystkie tematy) utykam po podmiocie.
Język jest koszmarnie zobowiązujący z tą swoją zdaniowością.
I dlatego właśnie "Lesio", ot co.
- W przyszły czwartek wylatujemy ze spółdzielni mieszkaniowej - powiedział Karolek w rzewnej zadumie. - Janusz, co ty na to?
- Nie mów do mnie na ten temat! - wrzasnął Janusz.
- Sprzedaję powiększalnik - powiedział boleśnie Włodek, wchodząc do pokoju architektów. - Może kto z was kupi? Za pół ceny...
- Idiota - odparła łagodnie Barbara w imieniu wszystkich.
- Którą ratę ostatnio zapłaciłeś? - zaciekawił się Lesio, spoglądając na Włodka. Włodek zzieleniał.
- Nie mów do mnie na ten temat! - krzyknął nerwowo i wybiegł z pokoju.
- Lada dzień nie będziemy mogli mówić do siebie na żaden temat - westchnął smutnie Karolek.
- To nie mówmy! - warknęła Barbara. - Jak nie będziemy głupio gadać, to może będziemy...
- ...głupio myśleć - podpowiedział Lesio, melancholijnym spojrzeniem zapatrzony w dal.
Według którejś teorii myślimy zdaniami - tak jak mówimy. A ja w zdaniach na powyższe tematy (och, chwila, na wszystkie tematy) utykam po podmiocie.
Język jest koszmarnie zobowiązujący z tą swoją zdaniowością.
I dlatego właśnie "Lesio", ot co.
- W przyszły czwartek wylatujemy ze spółdzielni mieszkaniowej - powiedział Karolek w rzewnej zadumie. - Janusz, co ty na to?
- Nie mów do mnie na ten temat! - wrzasnął Janusz.
- Sprzedaję powiększalnik - powiedział boleśnie Włodek, wchodząc do pokoju architektów. - Może kto z was kupi? Za pół ceny...
- Idiota - odparła łagodnie Barbara w imieniu wszystkich.
- Którą ratę ostatnio zapłaciłeś? - zaciekawił się Lesio, spoglądając na Włodka. Włodek zzieleniał.
- Nie mów do mnie na ten temat! - krzyknął nerwowo i wybiegł z pokoju.
- Lada dzień nie będziemy mogli mówić do siebie na żaden temat - westchnął smutnie Karolek.
- To nie mówmy! - warknęła Barbara. - Jak nie będziemy głupio gadać, to może będziemy...
- ...głupio myśleć - podpowiedział Lesio, melancholijnym spojrzeniem zapatrzony w dal.
sobota, 19 maja 2012
puzzle uliczne
mężczyzna do mężczyzny: No wezmę ją i co? Przelecę ją i co?
następnego dnia, całkiem gdzie indziej, kobieta do kobiety:
I tak mu powiedziałam! Dla mnie jest bardziej atrakcyjne spotkać się z Anką, niż siedzieć z tobą i robić to samo cały czas!
Seks to przeżytek, w nowym pokoleniu budzi już tylko niechęć i zdegustowanie.
Związki właściwie też.
następnego dnia, całkiem gdzie indziej, kobieta do kobiety:
I tak mu powiedziałam! Dla mnie jest bardziej atrakcyjne spotkać się z Anką, niż siedzieć z tobą i robić to samo cały czas!
Seks to przeżytek, w nowym pokoleniu budzi już tylko niechęć i zdegustowanie.
Związki właściwie też.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)