Najpierw uderza intensywny zapach roślin. Na środku białej salki stoi mini-szklarnia, a w środku doniczki z malinami, poziomkami, koperkiem, drzewkami szczęścia, bazylią, malwami, cebulą, małymi pomidorkami, na pewno czymś jeszcze. Konewka jest, jakaś łopatka do ziemi także. Można wybrać roślinę, którą chciałoby się zaopiekować na dłużej, oznaczyć ją zieloną naklejką i odwiedzać częściej. A za miesiąc zabrać do domu.
A potem pachnie już tym, czego sobie zażyczysz. I brzmi.
Porannym deszczem? Jesienią? Szuwarami? Ogrodem kwiatowym, łąką upalną?... Czym
tylko chcesz. Zabierasz wybrane słoiczki z zapachami, muzykę, po czym schodzisz
krętymi schodami do białego pomieszczenia z wygodnymi, naturalnymi siedziskami
z płótna, zapadasz się w jedno z nich i wracasz.
Wróciłam na wieś. Na działkę. Z zamkniętymi oczami
słuchałam, jak zbiera się na deszcz. Zrywa się charakterystyczny wiatr, pies
szczeka, słychać, jak pierwsze krople rozbijają się o liście drzew. (Otwieram
słoiczek.) Zmienia się zapach powietrza. Panuje jakiś nieokreślony niepokój,
nastrój oczekiwania. I nagle szmerek w koronach drzew potężnieje w głośny,
jednostajny szum – hałas właściwie – regularnego deszczu. Szum trwa, trwa,
nieustępliwy, a gdy w końcu ustaje, nieco się uspokaja, przejaśnia (choć cały
czas oczy mam zamknięte), wiem, że jest rześko, a przyroda przechodzi leniwie w
kolejną fazę.
Natura w wersji demo? Raczej natura wysublimowana,
sprowadzona do esencji dźwięku i zapachu, zuniwersalizowana. Ja wspomniałam
działkę, ale każdemu słuchaczowi te dźwięki przypomną o innych deszczach,
innych działkach, wsiach, domach rodzinnych. O burzy ostatniego lata albo o tej
z czasów dzieciństwa. Jeśli w białym pomieszczeniu na dole równocześnie
przebywają trzy osoby (choć na wystawie jest raczej pusto), to każda z nich tak
naprawdę znajduje się gdzie indziej, równocześnie wspominając i przeżywając na
nowo. Kiedy wrócą na powierzchnię, będą troszeczkę inne. Bo przecież na wsi
stajemy się troszeczkę innymi ludźmi: inaczej się oddycha, żyje, myśli. Dzięki
sztuce i tej wystawie przypomniałam sobie o tej „mnie” z działki, ze wsi. Tej
mnie chodzącej na długie spacery wzdłuż rzeki, obserwującej łabędzie z małymi,
spisującej na karteczkach pomysły na opowiadania i teksty, spokojnej, bardziej
zrównoważonej, szczęśliwszej. Wyszłam na ulicę Nowy Świat i dalej byłam tamtą
mną. Chociaż przez chwilę.
adres i informacje