Na ogół traktuje się język jako część kultury - tak uczą na studiach i tak podpowiada rozsądek, Ta światła zasada nigdy nie pasowała mi jednak do francuskiego. Ten język zawsze był dla mnie wprawdzie wrotami do innego, mistycznego świata, ale świata bynajmniej nie tożsamego z Francją.
Nie miałam z nim do czynienia nigdy z wyjątkiem jednej godziny w tygodniu, kiedy nauczycielka zaczynała do mnie mówić. Drugą okazją do kontaktu z językiem były chwile, kiedy zaczynała w tym języku mówić... książkowa postać.
Wychowałam się na "Małej księżniczce". Gdy główna bohaterka, siedmioletnia Sara, zaczyna opowiadać swoją sytuację po francusku, nauczyciel języka stwierdza, że ona po prostu j e s t Francuzką. Tworzy się między nimi więź, w której nie są już nauczycielem i dziewczynką, ale stoją na równym poziomie wtajemniczonych.
Kolejną ważną książką, przy której niezmiennie płaczę, była "Madame". A tam każdy francuski dialog brzmi jak zaklęcie. Libera z pewnością to widzi, inaczej tylu by ich nie podał w oryginale. Zresztą język pozwala bohaterowi przeniknąć w świat damy swojego serca.
Z moich własnych doświadczeń - gdy nauczycielka wymagała, żeby mówić w klasie po angielsku, wszyscy wiedzieli, że dyktują to względy praktyczne, pedagogiczne. W klasie francuskiego wciąż miałam wrażenie, że mówi się po francusku z szacunku dla tego języka. Zresztą pewne względy praktyczne też istnieją... Prosząc po francusku, masz większe szanse na uzyskanie, czego chcesz - bo nauczycielka zaczyna patrzeć na ciebie inaczej. Mówiąc po francusku masz większe szanse, że inni wysłuchają cię i się z tobą zgodzą. Mówiąc z pięknym akcentem, budzisz zachwyt.
Nigdy specjalnie nie fascynowała mnie francuska kultura, za to w magiczny niemal sposób przyciągał mnie sam język. Ten język, w którym każda wypowiedź brzmi jak małe, skończone dzieło. Który do wysokiej rangi podnosi najbanalniejszą konwersację. Który jest trudny, tak bardzo trudny - bo taki musi być język, który na tyle pozwala tym, którzy nim władają.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz