czwartek, 27 września 2012

there's no detox for the wall (of stupidity)

Mało jest sytuacji bardziej rozjebujących mózg niż próba rozmowy z człowiekiem, który nie kontaktuje. Bo nie, bo trybiki w mózgu zardzewiały. Ostatnio mi się zdarzyło przechodzić przez to z [K]oleżanką ze studiów.

K: Ej, to jak to jest z tymi dokumentami, kto ma je podpisać i gdzie je mamy zanieść?
ja: <wyjaśnia> ...a w ogóle to wszystkie te informacje są w Internecie, pod tym adresem.
K: Aha, aha…

~pięć godzin później~
K: Ej, to jak to jest z tymi dokumentami, kto ma je podpisać i gdzie je mamy zanieść?
ja: <wyjaśnia> ..a w ogóle to wszystkie te informacje są w Internecie, pod tym adresem.
K: Aha, aha… <zapisuje na jakimś świstku>

~dwa dni później~
K: Ej, ja wiem, że cię już pytałam, ale to jak to jest z tymi dokumentami, kto ma je podpisać i gdzie je mamy zanieść?
ja: <wyjaśnia>
K: Aha, aha…

Przy trzecim razie oczywiście buzuje już we mnie cicha furia, bo nie znoszę po sobie samej powtarzać, i w rezultacie wychodzę na nieużytą zołzę, która rozmawia tonem świszcząco-koszmarnym, ale nie to jest najgorsze.
Świat się wtedy odrealnia, i to jest najgorsze. Co się dzieje właściwie, dlaczego mówię słowa, ona słyszy słowa, ale te słowa nie docierają na żadnym innym poziomie poza dźwiękowym? To nie jest hejt ani ironia, tylko szczere oszołomienie.
Więc zaczynam się doszukiwać przyczyn: Czy nieświadomie zaczęłam się jąkać? Intensywnie seplenić? Czy moje tłumaczenie ma sens?
Więc zaczynam myśleć życzeniowo. Czy nie mogę potrząsnąć tą dziewczyną? A najlepiej otworzyć jej mózg i własnoręcznie poprzestawiać odpowiednie trybiki?
Więc zaczynam być nieprzyjemna, chociaż wcale nie chcę, bo chcę być miła dla ludzi, uśmiechać się do nich i nastrajać pozytywnie do świata.

Żyję w szklanej kuli iluzji, że świat ma sens. Taki kartezjański sens: że istnieją jakieś oczywistości. Np. jeśli jest nadawca, jasny komunikat i odbiorca, to dojdzie do przekazu informacji. W obliczu czystej głupoty takie zasady wylatują przez okno, a razem z nimi moja szklana kula. Na placu boju pozostaje wyłącznie strzępek człowieka, desperacko próbujący wytłumaczyć i sprawić jakoś, żeby wszystko wróciło na swoje miejsce (zwłaszcza szklana kula). Dosadna, nieprzejednana głupota jest stanowczo poza moją comfort zone. Ja się jej boję, przyglądam nieufnie i zdarza mi się powątpiewać, czy ludzie nią dotknięci to jeszcze homo, skoro tak bardzo nie sapiens.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz