mężczyzna do mężczyzny: No wezmę ją i co? Przelecę ją i co?
następnego dnia, całkiem gdzie indziej, kobieta do kobiety:
I tak mu powiedziałam! Dla mnie jest bardziej atrakcyjne spotkać się z Anką, niż siedzieć z tobą i robić to samo cały czas!
Seks to przeżytek, w nowym pokoleniu budzi już tylko niechęć i zdegustowanie.
Związki właściwie też.
"- Kogo zewłoka pani życzy sobie tu? - spytał bardzo uprzejmie i równie stanowczo, na nowo otwierając swój notes - Ucho moje słyszało. Jakiego zewłoka, pragnę wiedzieć. Bez zwłoki. Zewłoka bez zwłoki - powtórzył z pewnym trudem i wyraźnym upodobaniem, najwidoczniej delektując się bogactwem subtelności polskiego języka."
"Wszystko czerwone", Joanna Chmielewska
sobota, 19 maja 2012
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
kiedyś znów świat będzie mówić jednym językiem
Notorycznie mówię miłym, zabawnym osobom "zrobiłaś mi dzień". Polski internet przygarnął słowo "epicki" jako kolejny synonim do "fajny", podejmuje też dramatyczne w skutkach próby tłumaczenia podpisów pod obrazkami - ostatnio widziałam mniej więcej taki: "depresyjny króliczek zrobi ci coś-tam-coś, będąc niezmiernie uroczym." Język nam się ślicznie rozwija, po pierwsze - przez żarty, po drugie - przez zapożyczenia. Idiomów, słów, składni.
W chwilach rozmarzenia myślę sobie, że na dłuższą metę mogłoby to doprowadzić ludzkość do stanu sprzed wieży Babel, bo coraz bardziej transparentne te nasze języki. Tylko czasem tematy leksemów zostają, ale to też nie zawsze, bo coraz częściej zamiast "przezroczyste" mówimy "transparentne". Zdecydowanie: niby dbamy o to nasze narodowe dobro komunikacyjne, ale z drugiej strony, powolutku dryfujemy w kierunku Ursprache, pierwotnego języka. Albo raczej: Endsprache. Niestety dzieje się to głównie w kierunku 'angielski -> języki świata', ale przecież nie tylko. Angielski też już teraz jest amalgamatem słówek z przeróżnych języków. A w Gossip Girl nowojorczycy jedzą pierogis.
Z jednej strony wzdragam się na myśl, że cały świat mógłby mówić jednym językiem. Chyba każdy związany z filologią człowiek by się wzdrygnął, w końcu jego profesja w dużej mierze przestałaby istnieć. Z drugiej strony - w Biblii jasno było powiedziane. Wtedy ludzie byli potężniejsi! ; )
W chwilach rozmarzenia myślę sobie, że na dłuższą metę mogłoby to doprowadzić ludzkość do stanu sprzed wieży Babel, bo coraz bardziej transparentne te nasze języki. Tylko czasem tematy leksemów zostają, ale to też nie zawsze, bo coraz częściej zamiast "przezroczyste" mówimy "transparentne". Zdecydowanie: niby dbamy o to nasze narodowe dobro komunikacyjne, ale z drugiej strony, powolutku dryfujemy w kierunku Ursprache, pierwotnego języka. Albo raczej: Endsprache. Niestety dzieje się to głównie w kierunku 'angielski -> języki świata', ale przecież nie tylko. Angielski też już teraz jest amalgamatem słówek z przeróżnych języków. A w Gossip Girl nowojorczycy jedzą pierogis.
Z jednej strony wzdragam się na myśl, że cały świat mógłby mówić jednym językiem. Chyba każdy związany z filologią człowiek by się wzdrygnął, w końcu jego profesja w dużej mierze przestałaby istnieć. Z drugiej strony - w Biblii jasno było powiedziane. Wtedy ludzie byli potężniejsi! ; )
wtorek, 24 kwietnia 2012
uwielbiam Michała Rusinka
A jakże by inaczej. Uwielbiam człowieka, który prywatną idiosynkrazją niechcący (?) rozpętał burzę na całą Polskę. Bardzo słusznie! Bo to nie jest idiosynkrazja jednego człowieka, o czym społeczeństwo najwyraźniej nie wiedziało.
Na jednych z pierwszych zajęć na studiach wysłuchałam całej mowy, w której wykładowca przekonywał dokładnie do tego, co teraz głosi Rusinek. Że "witać" to można gościa na swoim terenie, i to poufale, a teren uniwersytecki ani do studentów nie należy, ani nie sprzyja nadmiernemu spoufalaniu się. Mowa swój wpływ wywarła, od tej pory w mailach do wykładowców "witam" unikam jak ognia. Po części dlatego, że zgadzam się z argumentami przeciw (i sama zaczęłam się na "witam" krzywić), po części, ponieważ wiem już, że istnieje grupa osób, które ten zwrot razi.
Gdy "Szanowny Panie" brzmi za poważnie, piszę zwyczajne "Dzień dobry", na nic lepszego wpaść mi się dotąd nie udało.
Przecież nikomu nie odbierzemy prawa do prywatnych idiosynkrazji (zwłaszcza, jeśli te idiosynkrazje dzieli dość pokaźna grupa). Czepianie się człowieka za to, że chce zapobiec nadużywaniu danego zwrotu, jest dla mnie przygnębiające, ale niech tam! Nawet gdybym czytała jego wypowiedzi ze zgrozą i obrzydzeniem, musiałabym przyznać, że wartość mają. Edukacyjną. Od tej pory, jeśli ktoś to cholerne "witam" wpisze w pierwszą linijkę, to już z pełną świadomością. Czemu społeczeństwo tak zawzięcie protestuje przeciwko byciu edukowanym, na co się ewentualnie naraża, pisząc tak, a nie inaczej?
tekst, o który chodzi
Na jednych z pierwszych zajęć na studiach wysłuchałam całej mowy, w której wykładowca przekonywał dokładnie do tego, co teraz głosi Rusinek. Że "witać" to można gościa na swoim terenie, i to poufale, a teren uniwersytecki ani do studentów nie należy, ani nie sprzyja nadmiernemu spoufalaniu się. Mowa swój wpływ wywarła, od tej pory w mailach do wykładowców "witam" unikam jak ognia. Po części dlatego, że zgadzam się z argumentami przeciw (i sama zaczęłam się na "witam" krzywić), po części, ponieważ wiem już, że istnieje grupa osób, które ten zwrot razi.
Skoro ich razi, a mnie jest wszystko jedno, to czemu mam im robić w poprzek w korespondencji, która ma być uprzejma, układna i pełna szacunku?
Gdy "Szanowny Panie" brzmi za poważnie, piszę zwyczajne "Dzień dobry", na nic lepszego wpaść mi się dotąd nie udało.
Przecież nikomu nie odbierzemy prawa do prywatnych idiosynkrazji (zwłaszcza, jeśli te idiosynkrazje dzieli dość pokaźna grupa). Czepianie się człowieka za to, że chce zapobiec nadużywaniu danego zwrotu, jest dla mnie przygnębiające, ale niech tam! Nawet gdybym czytała jego wypowiedzi ze zgrozą i obrzydzeniem, musiałabym przyznać, że wartość mają. Edukacyjną. Od tej pory, jeśli ktoś to cholerne "witam" wpisze w pierwszą linijkę, to już z pełną świadomością. Czemu społeczeństwo tak zawzięcie protestuje przeciwko byciu edukowanym, na co się ewentualnie naraża, pisząc tak, a nie inaczej?
tekst, o który chodzi
sobota, 11 lutego 2012
słowa słownikowe
Słownikowe, do słownika należące - li i jedynie. Po polsku nie ma ich chyba wiele, ilu haseł w "Słowniku języka polskiego" nie będę znała? Jednego, dwóch procent? Oczywiście, są terminy specjalistyczne (roślinki, choroby, chemikalia...) ale to się nie liczy.
W angielskim słowa słownikowe są, i nie mam pojęcia, skąd się tam biorą, może Joyce użył ich w "Ulissesie" i wprawdzie potem ani przedtem nikt, ale głupio, żeby słów z "Ulissesa" nie było w słownikach, no więc włączono.
No bo nie wierzę....
adumbrate? Pierwsze cztery strony wyników wyszukiwania to linki do słowników.
desultory? właściwie to samo, plus nazwa zespołu.
be in Queer Street? Teraz używanie tego idiomu jest już niebezpieczne, jak sugeruje ten link. Skazany na stanie się słownikowym.
przykładów jest miliard, chętnych zapraszam na freerice.com (English Vocabulary, poziomy od 30 w górę).
Nie odkrywam Ameryki, zachwycając się bogactwem angielskiego słownictwa.
Tylko ta wizja słowników pełnych słownikowych słów, zadomowionych tam i nie mogących się wydostać do świata, nie może wyjść mi z głowy.
W angielskim słowa słownikowe są, i nie mam pojęcia, skąd się tam biorą, może Joyce użył ich w "Ulissesie" i wprawdzie potem ani przedtem nikt, ale głupio, żeby słów z "Ulissesa" nie było w słownikach, no więc włączono.
No bo nie wierzę....
adumbrate? Pierwsze cztery strony wyników wyszukiwania to linki do słowników.
desultory? właściwie to samo, plus nazwa zespołu.
be in Queer Street? Teraz używanie tego idiomu jest już niebezpieczne, jak sugeruje ten link. Skazany na stanie się słownikowym.
przykładów jest miliard, chętnych zapraszam na freerice.com (English Vocabulary, poziomy od 30 w górę).
Nie odkrywam Ameryki, zachwycając się bogactwem angielskiego słownictwa.
Tylko ta wizja słowników pełnych słownikowych słów, zadomowionych tam i nie mogących się wydostać do świata, nie może wyjść mi z głowy.
niedziela, 5 lutego 2012
typografia, poligrafia
Zastanawiam się, czy istnieją dokładne badania na temat relacji między typem wydruku tekstu a wrażeniami z lektury. Bo wiadomo, czuć aż boleśnie, że parę prostych zdań wydrukowanych na kredowym papierze wygląda od razu poważniej i mądrzej. Ale czy ktoś zbadał porządnie, jakie połączenia najlepiej się sprawdzają? Co dla jakiego typu tekstów jest wyjściem optymalnym? Czy tekst naukowy powinien być drukowany małą czcionką, czy większą? Okrągłe czy ściśnięte literki? Jaka jest różnica w odbiorze Biblii kieszonkowej i ogromnej, w twardej, złotej oprawie? Skąd biorą się książki, w których marginesy są o marne 2 cm węższe niż pole tekstu? Właśnie taką czytam i nie rozumiem. A przeczucie mówi mi, że naprawdę, nie docenia się ważności poligrafii. Uwagę zapisuję jako note to self, że warto by się jej przyjrzeć dokładniej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)