Słownikowe, do słownika należące - li i jedynie. Po polsku nie ma ich chyba wiele, ilu haseł w "Słowniku języka polskiego" nie będę znała? Jednego, dwóch procent? Oczywiście, są terminy specjalistyczne (roślinki, choroby, chemikalia...) ale to się nie liczy.
W angielskim słowa słownikowe są, i nie mam pojęcia, skąd się tam biorą, może Joyce użył ich w "Ulissesie" i wprawdzie potem ani przedtem nikt, ale głupio, żeby słów z "Ulissesa" nie było w słownikach, no więc włączono.
No bo nie wierzę....
adumbrate? Pierwsze cztery strony wyników wyszukiwania to linki do słowników.
desultory? właściwie to samo, plus nazwa zespołu.
be in Queer Street? Teraz używanie tego idiomu jest już niebezpieczne, jak sugeruje ten link. Skazany na stanie się słownikowym.
przykładów jest miliard, chętnych zapraszam na freerice.com (English Vocabulary, poziomy od 30 w górę).
Nie odkrywam Ameryki, zachwycając się bogactwem angielskiego słownictwa.
Tylko ta wizja słowników pełnych słownikowych słów, zadomowionych tam i nie mogących się wydostać do świata, nie może wyjść mi z głowy.
"- Kogo zewłoka pani życzy sobie tu? - spytał bardzo uprzejmie i równie stanowczo, na nowo otwierając swój notes - Ucho moje słyszało. Jakiego zewłoka, pragnę wiedzieć. Bez zwłoki. Zewłoka bez zwłoki - powtórzył z pewnym trudem i wyraźnym upodobaniem, najwidoczniej delektując się bogactwem subtelności polskiego języka."
"Wszystko czerwone", Joanna Chmielewska
sobota, 11 lutego 2012
niedziela, 5 lutego 2012
typografia, poligrafia
Zastanawiam się, czy istnieją dokładne badania na temat relacji między typem wydruku tekstu a wrażeniami z lektury. Bo wiadomo, czuć aż boleśnie, że parę prostych zdań wydrukowanych na kredowym papierze wygląda od razu poważniej i mądrzej. Ale czy ktoś zbadał porządnie, jakie połączenia najlepiej się sprawdzają? Co dla jakiego typu tekstów jest wyjściem optymalnym? Czy tekst naukowy powinien być drukowany małą czcionką, czy większą? Okrągłe czy ściśnięte literki? Jaka jest różnica w odbiorze Biblii kieszonkowej i ogromnej, w twardej, złotej oprawie? Skąd biorą się książki, w których marginesy są o marne 2 cm węższe niż pole tekstu? Właśnie taką czytam i nie rozumiem. A przeczucie mówi mi, że naprawdę, nie docenia się ważności poligrafii. Uwagę zapisuję jako note to self, że warto by się jej przyjrzeć dokładniej.
środa, 4 stycznia 2012
przejdzie
Moja ulubiona rada na wszystkie ludzkie bolączki (bo to prawda - wszystko przejdzie!), a dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak jest sformułowana.
Przejdzie. Przejdzie i sobie pójdzie. Ale jak będzie przechodzić, to stratuje wszystko, po czym będzie szło. Nie bez powodu mówi się, że tornado przejdzie. Burza przejdzie, deszcz przejdzie, kryzys przejdzie - same złe rzeczy. A jak będą przechodzić, to podepcą. Zniszczą. Rozgniotą.
Sesja też przejdzie.
Przejdzie. Przejdzie i sobie pójdzie. Ale jak będzie przechodzić, to stratuje wszystko, po czym będzie szło. Nie bez powodu mówi się, że tornado przejdzie. Burza przejdzie, deszcz przejdzie, kryzys przejdzie - same złe rzeczy. A jak będą przechodzić, to podepcą. Zniszczą. Rozgniotą.
Sesja też przejdzie.
wtorek, 27 grudnia 2011
point, czyli jeszcze raz o czarno-białym
Francuskie point to kropka, punkt. Najmniejsza forma bytu. Coś, o czym niewiele można powiedzieć ponad to, że istnieje.
Równocześnie il n'existe point, oznacza on nie istnieje (nie = ne...point) Słówko, które oznajmiało istnienie, wskazywać też może istnienia odwrotność.
Widać z tego jasno, że istotą znaczenia point nie jest "istnieje", czy też "nie istnieje". Point wskazuje, że rzecz dotyczy (nie)istnienia - nie ma niestety w języku słowa, które oddawałoby sens "właściwość istnienia lub nieistnienia", więc skracam je do (nie)istnienia. Zapisać można by to tak:
point:
[istnienie] +
[istnienie] -
gdzie tylko kontekst (zdanie) wskazuje, czy wartość jest dodatnia czy ujemna. Jedyne, co nie ulegnie zmianie, to człon [istnienie], które może słuszniej byłoby nazwać [(nie)istnienie]. Czy (nie)istnienie jest, czy go nie ma, to przecież już podrzędne wobec faktu, że to (nie)istnienia dane zdanie dotyczy.
Francuzom mieszanie przeciwieństw zdaje się przychodzić łatwo. To oni w końcu mówią à jamais (na nigdy), mając na myśli à toujours (na zawsze). W innych językach "nie" i "tak" wydają mi się - przynajmniej w tej chwili : ) - nieco wyraźniej rozgraniczone.
Równocześnie il n'existe point, oznacza on nie istnieje (nie = ne...point) Słówko, które oznajmiało istnienie, wskazywać też może istnienia odwrotność.
Widać z tego jasno, że istotą znaczenia point nie jest "istnieje", czy też "nie istnieje". Point wskazuje, że rzecz dotyczy (nie)istnienia - nie ma niestety w języku słowa, które oddawałoby sens "właściwość istnienia lub nieistnienia", więc skracam je do (nie)istnienia. Zapisać można by to tak:
point:
[istnienie] +
[istnienie] -
gdzie tylko kontekst (zdanie) wskazuje, czy wartość jest dodatnia czy ujemna. Jedyne, co nie ulegnie zmianie, to człon [istnienie], które może słuszniej byłoby nazwać [(nie)istnienie]. Czy (nie)istnienie jest, czy go nie ma, to przecież już podrzędne wobec faktu, że to (nie)istnienia dane zdanie dotyczy.
Francuzom mieszanie przeciwieństw zdaje się przychodzić łatwo. To oni w końcu mówią à jamais (na nigdy), mając na myśli à toujours (na zawsze). W innych językach "nie" i "tak" wydają mi się - przynajmniej w tej chwili : ) - nieco wyraźniej rozgraniczone.
piątek, 23 grudnia 2011
drogi 2012
Mniej więcej rok temu napisałam kredką na ścianie "drogi 2011 - wierzę w ciebie", bo bardzo chciałam, żeby był dobry. I pod wieloma względami to życzenie się spełniło, ale przecież nie dzięki niebieskim literkom. Dziś jak na nie patrzę, to po pierwsze kombinuję, co z tym napisem zrobić (zetrzeć? zakleić czymś na 2012? zostawić? chyba zostawić, bo to nie wymaga żadnej ingerencji ani wysiłku), a po drugie hamuję swe zapędy tworzenia planów.
Bo przy okazji porządków zebrałam też wszystkie moje listy rzeczy do zrobienia, projektów i bóg wie czego. Wyszła tego gruba teczka. Większość się powtarza, część budzi już zamiast entuzjazmu tylko wyrzuty sumienia (dlaczego nadal tego nie zrobiłam?), niewiele punktów jest odhaczonych. Właściwie to nie mam ochoty tego dokładnie przeglądać, a powinnam wyrzucić do śmieci.
I nie planować. Niebieskie literki to jednak tylko niebieskie literki, punkty na kartce to tylko czarne kropki. Słowa nie mają mocy sprawczej, panie Austin, jednak nie. Mają tylko moc tworzenia iluzji. Nic nie zmienia to, że coś sobie obiecam: albo to zrobię, albo nie. Nic nie zmienia "jesteście mężem i żoną": albo się pozostanie w związku, albo nie. Można sobie mówić "aresztuję pana", jeśli delikwent ucieknie, aresztowany nie będzie.
Słowa dają poczucie bezpieczeństwa, tworzą iluzje zmian. Podobno jeśli coś sobie obiecamy, to bardziej prawdopodobne jest, że to wykonamy. Nie zauważyłam. Zatem moje jedyne postanowienie na nowy rok (które z trudem zaczęłam wprowadzać w życie już parę miesięcy temu - to chyba moje największe tegoroczne osiągnięcie) brzmi: ograniczę w dyskursie liczbę austinowskich declarations.
Bo przy okazji porządków zebrałam też wszystkie moje listy rzeczy do zrobienia, projektów i bóg wie czego. Wyszła tego gruba teczka. Większość się powtarza, część budzi już zamiast entuzjazmu tylko wyrzuty sumienia (dlaczego nadal tego nie zrobiłam?), niewiele punktów jest odhaczonych. Właściwie to nie mam ochoty tego dokładnie przeglądać, a powinnam wyrzucić do śmieci.
I nie planować. Niebieskie literki to jednak tylko niebieskie literki, punkty na kartce to tylko czarne kropki. Słowa nie mają mocy sprawczej, panie Austin, jednak nie. Mają tylko moc tworzenia iluzji. Nic nie zmienia to, że coś sobie obiecam: albo to zrobię, albo nie. Nic nie zmienia "jesteście mężem i żoną": albo się pozostanie w związku, albo nie. Można sobie mówić "aresztuję pana", jeśli delikwent ucieknie, aresztowany nie będzie.
Słowa dają poczucie bezpieczeństwa, tworzą iluzje zmian. Podobno jeśli coś sobie obiecamy, to bardziej prawdopodobne jest, że to wykonamy. Nie zauważyłam. Zatem moje jedyne postanowienie na nowy rok (które z trudem zaczęłam wprowadzać w życie już parę miesięcy temu - to chyba moje największe tegoroczne osiągnięcie) brzmi: ograniczę w dyskursie liczbę austinowskich declarations.
Subskrybuj:
Posty (Atom)