"- Kogo zewłoka pani życzy sobie tu? - spytał bardzo uprzejmie i równie stanowczo, na nowo otwierając swój notes - Ucho moje słyszało. Jakiego zewłoka, pragnę wiedzieć. Bez zwłoki. Zewłoka bez zwłoki - powtórzył z pewnym trudem i wyraźnym upodobaniem, najwidoczniej delektując się bogactwem subtelności polskiego języka."
"Wszystko czerwone", Joanna Chmielewska
czwartek, 24 maja 2012
on a completely unrelated topic
Jestem złym, złym człowiekiem. Nic mnie nie motywuje do pracy jak czyjeś narzekania, że za trudne. Nic lepiej nie sprawia, że jestem pełna energii, niż czyjeś lenistwo. Ale pokaż mi szczęśliwą, zadowoloną z życia jednostkę, której jeszcze w dodatku coś się udało - i napad depresji murowany.
niedziela, 20 maja 2012
nie mów do mnie na żaden temat
Coraz bardziej tak się czuję. Nie mów do mnie o wakacjach. Nie mów o życiu, nie mów o studiach, o pracy, o przyszłości i o miłości też nie.
Według którejś teorii myślimy zdaniami - tak jak mówimy. A ja w zdaniach na powyższe tematy (och, chwila, na wszystkie tematy) utykam po podmiocie.
Język jest koszmarnie zobowiązujący z tą swoją zdaniowością.
I dlatego właśnie "Lesio", ot co.
- W przyszły czwartek wylatujemy ze spółdzielni mieszkaniowej - powiedział Karolek w rzewnej zadumie. - Janusz, co ty na to?
- Nie mów do mnie na ten temat! - wrzasnął Janusz.
- Sprzedaję powiększalnik - powiedział boleśnie Włodek, wchodząc do pokoju architektów. - Może kto z was kupi? Za pół ceny...
- Idiota - odparła łagodnie Barbara w imieniu wszystkich.
- Którą ratę ostatnio zapłaciłeś? - zaciekawił się Lesio, spoglądając na Włodka. Włodek zzieleniał.
- Nie mów do mnie na ten temat! - krzyknął nerwowo i wybiegł z pokoju.
- Lada dzień nie będziemy mogli mówić do siebie na żaden temat - westchnął smutnie Karolek.
- To nie mówmy! - warknęła Barbara. - Jak nie będziemy głupio gadać, to może będziemy...
- ...głupio myśleć - podpowiedział Lesio, melancholijnym spojrzeniem zapatrzony w dal.
Według którejś teorii myślimy zdaniami - tak jak mówimy. A ja w zdaniach na powyższe tematy (och, chwila, na wszystkie tematy) utykam po podmiocie.
Język jest koszmarnie zobowiązujący z tą swoją zdaniowością.
I dlatego właśnie "Lesio", ot co.
- W przyszły czwartek wylatujemy ze spółdzielni mieszkaniowej - powiedział Karolek w rzewnej zadumie. - Janusz, co ty na to?
- Nie mów do mnie na ten temat! - wrzasnął Janusz.
- Sprzedaję powiększalnik - powiedział boleśnie Włodek, wchodząc do pokoju architektów. - Może kto z was kupi? Za pół ceny...
- Idiota - odparła łagodnie Barbara w imieniu wszystkich.
- Którą ratę ostatnio zapłaciłeś? - zaciekawił się Lesio, spoglądając na Włodka. Włodek zzieleniał.
- Nie mów do mnie na ten temat! - krzyknął nerwowo i wybiegł z pokoju.
- Lada dzień nie będziemy mogli mówić do siebie na żaden temat - westchnął smutnie Karolek.
- To nie mówmy! - warknęła Barbara. - Jak nie będziemy głupio gadać, to może będziemy...
- ...głupio myśleć - podpowiedział Lesio, melancholijnym spojrzeniem zapatrzony w dal.
sobota, 19 maja 2012
puzzle uliczne
mężczyzna do mężczyzny: No wezmę ją i co? Przelecę ją i co?
następnego dnia, całkiem gdzie indziej, kobieta do kobiety:
I tak mu powiedziałam! Dla mnie jest bardziej atrakcyjne spotkać się z Anką, niż siedzieć z tobą i robić to samo cały czas!
Seks to przeżytek, w nowym pokoleniu budzi już tylko niechęć i zdegustowanie.
Związki właściwie też.
następnego dnia, całkiem gdzie indziej, kobieta do kobiety:
I tak mu powiedziałam! Dla mnie jest bardziej atrakcyjne spotkać się z Anką, niż siedzieć z tobą i robić to samo cały czas!
Seks to przeżytek, w nowym pokoleniu budzi już tylko niechęć i zdegustowanie.
Związki właściwie też.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
kiedyś znów świat będzie mówić jednym językiem
Notorycznie mówię miłym, zabawnym osobom "zrobiłaś mi dzień". Polski internet przygarnął słowo "epicki" jako kolejny synonim do "fajny", podejmuje też dramatyczne w skutkach próby tłumaczenia podpisów pod obrazkami - ostatnio widziałam mniej więcej taki: "depresyjny króliczek zrobi ci coś-tam-coś, będąc niezmiernie uroczym." Język nam się ślicznie rozwija, po pierwsze - przez żarty, po drugie - przez zapożyczenia. Idiomów, słów, składni.
W chwilach rozmarzenia myślę sobie, że na dłuższą metę mogłoby to doprowadzić ludzkość do stanu sprzed wieży Babel, bo coraz bardziej transparentne te nasze języki. Tylko czasem tematy leksemów zostają, ale to też nie zawsze, bo coraz częściej zamiast "przezroczyste" mówimy "transparentne". Zdecydowanie: niby dbamy o to nasze narodowe dobro komunikacyjne, ale z drugiej strony, powolutku dryfujemy w kierunku Ursprache, pierwotnego języka. Albo raczej: Endsprache. Niestety dzieje się to głównie w kierunku 'angielski -> języki świata', ale przecież nie tylko. Angielski też już teraz jest amalgamatem słówek z przeróżnych języków. A w Gossip Girl nowojorczycy jedzą pierogis.
Z jednej strony wzdragam się na myśl, że cały świat mógłby mówić jednym językiem. Chyba każdy związany z filologią człowiek by się wzdrygnął, w końcu jego profesja w dużej mierze przestałaby istnieć. Z drugiej strony - w Biblii jasno było powiedziane. Wtedy ludzie byli potężniejsi! ; )
W chwilach rozmarzenia myślę sobie, że na dłuższą metę mogłoby to doprowadzić ludzkość do stanu sprzed wieży Babel, bo coraz bardziej transparentne te nasze języki. Tylko czasem tematy leksemów zostają, ale to też nie zawsze, bo coraz częściej zamiast "przezroczyste" mówimy "transparentne". Zdecydowanie: niby dbamy o to nasze narodowe dobro komunikacyjne, ale z drugiej strony, powolutku dryfujemy w kierunku Ursprache, pierwotnego języka. Albo raczej: Endsprache. Niestety dzieje się to głównie w kierunku 'angielski -> języki świata', ale przecież nie tylko. Angielski też już teraz jest amalgamatem słówek z przeróżnych języków. A w Gossip Girl nowojorczycy jedzą pierogis.
Z jednej strony wzdragam się na myśl, że cały świat mógłby mówić jednym językiem. Chyba każdy związany z filologią człowiek by się wzdrygnął, w końcu jego profesja w dużej mierze przestałaby istnieć. Z drugiej strony - w Biblii jasno było powiedziane. Wtedy ludzie byli potężniejsi! ; )
wtorek, 24 kwietnia 2012
uwielbiam Michała Rusinka
A jakże by inaczej. Uwielbiam człowieka, który prywatną idiosynkrazją niechcący (?) rozpętał burzę na całą Polskę. Bardzo słusznie! Bo to nie jest idiosynkrazja jednego człowieka, o czym społeczeństwo najwyraźniej nie wiedziało.
Na jednych z pierwszych zajęć na studiach wysłuchałam całej mowy, w której wykładowca przekonywał dokładnie do tego, co teraz głosi Rusinek. Że "witać" to można gościa na swoim terenie, i to poufale, a teren uniwersytecki ani do studentów nie należy, ani nie sprzyja nadmiernemu spoufalaniu się. Mowa swój wpływ wywarła, od tej pory w mailach do wykładowców "witam" unikam jak ognia. Po części dlatego, że zgadzam się z argumentami przeciw (i sama zaczęłam się na "witam" krzywić), po części, ponieważ wiem już, że istnieje grupa osób, które ten zwrot razi.
Gdy "Szanowny Panie" brzmi za poważnie, piszę zwyczajne "Dzień dobry", na nic lepszego wpaść mi się dotąd nie udało.
Przecież nikomu nie odbierzemy prawa do prywatnych idiosynkrazji (zwłaszcza, jeśli te idiosynkrazje dzieli dość pokaźna grupa). Czepianie się człowieka za to, że chce zapobiec nadużywaniu danego zwrotu, jest dla mnie przygnębiające, ale niech tam! Nawet gdybym czytała jego wypowiedzi ze zgrozą i obrzydzeniem, musiałabym przyznać, że wartość mają. Edukacyjną. Od tej pory, jeśli ktoś to cholerne "witam" wpisze w pierwszą linijkę, to już z pełną świadomością. Czemu społeczeństwo tak zawzięcie protestuje przeciwko byciu edukowanym, na co się ewentualnie naraża, pisząc tak, a nie inaczej?
tekst, o który chodzi
Na jednych z pierwszych zajęć na studiach wysłuchałam całej mowy, w której wykładowca przekonywał dokładnie do tego, co teraz głosi Rusinek. Że "witać" to można gościa na swoim terenie, i to poufale, a teren uniwersytecki ani do studentów nie należy, ani nie sprzyja nadmiernemu spoufalaniu się. Mowa swój wpływ wywarła, od tej pory w mailach do wykładowców "witam" unikam jak ognia. Po części dlatego, że zgadzam się z argumentami przeciw (i sama zaczęłam się na "witam" krzywić), po części, ponieważ wiem już, że istnieje grupa osób, które ten zwrot razi.
Skoro ich razi, a mnie jest wszystko jedno, to czemu mam im robić w poprzek w korespondencji, która ma być uprzejma, układna i pełna szacunku?
Gdy "Szanowny Panie" brzmi za poważnie, piszę zwyczajne "Dzień dobry", na nic lepszego wpaść mi się dotąd nie udało.
Przecież nikomu nie odbierzemy prawa do prywatnych idiosynkrazji (zwłaszcza, jeśli te idiosynkrazje dzieli dość pokaźna grupa). Czepianie się człowieka za to, że chce zapobiec nadużywaniu danego zwrotu, jest dla mnie przygnębiające, ale niech tam! Nawet gdybym czytała jego wypowiedzi ze zgrozą i obrzydzeniem, musiałabym przyznać, że wartość mają. Edukacyjną. Od tej pory, jeśli ktoś to cholerne "witam" wpisze w pierwszą linijkę, to już z pełną świadomością. Czemu społeczeństwo tak zawzięcie protestuje przeciwko byciu edukowanym, na co się ewentualnie naraża, pisząc tak, a nie inaczej?
tekst, o który chodzi
Subskrybuj:
Posty (Atom)